Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 marca 2012

Republika Ogródka Działkowego

Pierwsza notka pod nowym adresem!
Dzisiaj analizuję bloga z fandomu Axis Powers Hetalia. Może nie jest to anime szczególnie wybitne, ale jest sympatyczne, zabawne i ma mnóstwo urokliwych postaci, zaś to, co zrobiła aŁtorka... to profanacja.

http://szkola-hetalia.blog.onet.pl

Analizuje Hattress.
A, i może poszukajcie tej robótki, którą zajmowaliście ręce podczas lektury opka o morderczej elfce.

Jestem zajebiaszczą debilką która nie ma co robić z życiem wiec pisze bloga xD
Pierwszy raz w życiu zgadzam się z autorką blogaska. No, może oprócz tego "zajebiaszczą".

Moja pierwsza notka xD Proszę o wyrozumiałość...
U-he-he-he. U-he-he. He he.


-Buahahahaha! Jestem krajem! No nareszcie coś od tego cholernego życia!
A to nie było tak, że personifikacje krajów przychodziły na świat wraz ze swoim narodem i kulturą?
Z drugiej strony, taki Sealand narodził się po ogłoszeniu jego suwerenności. Inna sprawa, że nikt nie uznał go za kraj i tylko Litwa w ogóle zauważył, że on istnieje... Nie żeby coś takiego mogło przydarzyć się Mary Sue, broń Porze.


 My name is Zuza i od dziś będą na mapie jako....
Kto będzie? Dwie osobowości Zuzy?


 -rozwinęłam papier.
-Zuzannowo? Taaaa.....
Taa. Świetna nazwa dla państwa. Coś jak Gęsia Wólka.

Bardzo pomysłowi ci politycy =.= Założę się że tak ,,inteligentni” mogą być jedynie Polacy.
A ja się założę, że tylko zakompleksione tFFUrczynie śliniące się na widok chłopców z anime.


Nie zdziwię się jeśli mój wniosek rozpatrywał jakiś Tusk czy inny dziadyga =.= ...
Ałtorka chyba myśli, że jak się chce mieć swoje państwo, to się zanosi do urzędu papierek jak przy składaniu wniosku o dowód osobisty.
Kochamy i szanujemy naszych polityków.


–westchnęłam. Ale trzeba patrzeć na pozytywy.....Zajebałam Polsce trochę terytorium. Ale uznajmy że po prostu pożyczyłam bez pytania xD
Polska na pewno nie będzie mieć ci za złe tej działki na przedmieściach.


Nic mi już humoru nie popsuje *.*
To może ja?


1 GODZINĘ PÓŹNIEJ
No i mam popsuty humor =.= ....Dupaaaaa T^T!
Oj, wiem, co przeżywasz. "Dupa" to świetne określenie tego opka.


Czemu ja? W kontrakcie kraju nic o tym nie było! Se wymyślili jak wodnochron w czasie suszy =.=
What the hell is wodnochron? And what the hell is kontrakt kraju?!


Szkoła krajów? Na Wacława mi to?
Wujek Wacław mówi, że on nie wie, ale wolałby, żeby nie szargano jego imienia w tak dennej literaturze.


Ehhh....No nic.... Idę do Polski niech mi załatwi transport....i tak jakoś takowo trzeba go zainformować że jumnęłam mu tereny =.=.
Tak jakoś takowo zainformować.
Wiem o co chodzi! Niepodległa działka Zuzanki ma po prostu swój własny język, a te wszechobecne emotki to pewnie zapis graficzny dźwięków nie występujących w innych językach.


Chrzanić życie.....
Tak, tak, utop się w oczku wodnym, będzie lepiej dla całego świata


5 MINUTES LATER
-Polska! –nic. –POLSKA! –nic. –FELIKS! –nadal nic. –Dupa =.=
Na "Dupa" Feliks przybiegł w podskokach i z pieśnią na ustach.


...Mam kucyka! –jak na zawołanie po schodach zjechał (a raczej zjebał się) ten blondas.
Język zuzannowski jest trudny. Jak można zjebać się po schodach?!


-Kucyk? Gdzie? *.*
-Jak ty się utrzymałeś na mapie to ja nie wiem =.=
Pytanie brzmi: jak ty się tam znalazłaś?


....Ok.! Jestem nowym krajem Zuzannowo!!!
Cztery kropki na początku, jedna dodatkowa przed wykrzyknikiem. Pewnie były na promocji.


-To totalnie odjazdowo x3
-Ale stworzyłam się z twoich terenów... –dodałam cichutko.
-Czyli że.... O.O
-Tak T.T
Emotki. Widzę emotki. Są wszędzie i chyba się mnożą.


-Stworzyłaś się ze mnie więc...... Oż totalny dżidżas! Jestem generalnie matką! *o*
Jeśli już, to ojcem. Felek nie jest AŻ TAK zniewieściały
.
Że co kurfa? O_O
Kurfa to, jak rozumiem, zuzannowski odpowiednik polskiej kurwy.


-Musze to powiedzieć Lici!
-No...nie =.=
-Totalnie czemu? O.O
-Bo......tak się składa..... że zajebałam ci taki teren że...teraz ja jestem pomiędzy Litwą a tobą =.=
Czyli autonomia działkowa jest gdzieś na północnym wschodzie.


-Jesteś między nami O.O ? To znaczy.... że totalnie jesteśmy twoimi rodzicami? *o*
Ja na miejscu Polski bym się tak nie cieszyła, tylko zaczynała zbroić. Widać przecież, że to niebezpieczna wariatka, zaraz powie, że jej naród potrzebuje ekspansji i z pomocą armii półdzikich działkowych kotów przejmie Pomorze...


-Kurfa i chciej tu z takim gadać =.=
-Biegnę generalnie to powiedzieć Lici! –i wziął spierdolił.
Czy to opko musi być tak do bólu gimnazjalne?!


Noś kurna jego.... A niech go Wacław potrąci =.=.
Wujek Wacław oświadcza, że nie uśmiecha mu się siedzenie za kratkami i nie zamierza nikogo potrącać, a już na pewno nie personifikację własnego narodu.


GDZIEŚ INDZIEJ
Nie no, błagam... Już chyba "Z punktu widzenia Ameryki" albo "U Szwajcarii" brzmiałoby lepiej...


-Licia! Licia! –Polska biegł do bruneta 100 km/h.
Wow, nieźle, Feliks. Tyle to nawet gepardy rzadko wyciągają.


-Tak Polsko? –spytał jak zwykle spokojnie Litwa.
Litwa, jak wiadomo, zawsze jest oazą spokoju, zwłaszcza w obecności Rosji.


-Od dziś jesteś ojcem! *o* -No i Toris nam zemdlał.
Jego ostatnią myślą było "A przecież się zabezpieczyliśmy!"...


NASTĘPNEGO DNIA
-Wooooo.... Jakie zajebiste lotnisko *.*
Wooo... Jakie dupne opko >.<


.....Szlag...jestem głodna.... –Zapierdzieliłam jakiemuś bachorowi lizaka a ten się rozryczał i uciekł. No co? Było nie przechodzić koło mnie =.=.
O, Porze. Zwracam honor prychającej Catherine i Lejli Lecter. Wygląda na to, że były siostrami miłosierdzia w porównaniu z Gęsią Wólką... to jest, Zuzannowem.


-Jakie pojeby.... –powiedziałam sarkastycznie. Obok mnie stała cała grupka jakiś krajo-podobnych dziwolągów. Nie było tam prawie żadnych dziewczyn... Tylko jakaś cycatka, jakaś molestująca jakiegoś gostka w szaliku, potem jakaś blondyna stojąca  jakoś obok jakiegoś innego blondyna (pewnie to był jakiś jej brat). 
Ok, teraz skąd wzięło się "krajo-podobne", jeżeli mamy tu Ukrainę, Białoruś, Rosję, Liechtenstein i Szwajcarię, czyli sam kanon i państwa pełną gębą?


A tak to smród, kiła i mogiła =.=
Wzór chemiczny na samca wg. TFFUrczyni.


A nie zaraz! Jeszcze jakaś jedna gadająca z bagażem....ej chwila....czemu gada z bagażem O_o ? Jakaś dziwna....czuje bratnią duszę XD
Gdyby to była twoja bratnia dusza, to by temu bagażowi przylała, a nie zagłębiała się w rozmowy.


Popędziłam do niej.
-Siema! Zuzannowo jestem! –Przywitałam się zajebiaszczo. W końcu cała jestem zajebiaszcza xD
[głęboki wdech] POLEMIZOWAŁABYM.


-Co? He? Cześć ^-^” –przywitała się brunetka kopiąc bagaż który wydał dość głośne ,,ał”.
Miałaś rację. To twoja bratnia dusza.


-O_o ......Co to za kraj z gadającymi bagażami? *>*
-Jestem Portugalia... –przywitała się i poprawiła okulary niczym James Bond....ej chwila...on chyba nie nosił okularów....O>O.
-A twój gadający bagaż jak się wawi? X3
No tak, mamy do czynienia z ukochanymi przez fandom personifikacjami miast! W walizce jedzie Wawa!


 –spytałam. Portugalia uderzyła w ryk rozpaczy.
Szkoda, że ryk rozpaczy jej nie oddał.


-No już dobra! Powiem ci! Już nie nalegaj! –zaczęła machać rękoma jakby odganiała stado much.
Sama widzisz, jaka jesteś wkurzająca. Jak stado much.


A ja patrzyłam na nią z miną ,,o co kaman?”. Porti szarpnęła mnie i powiedziała cicho:
-W bagażu siedzi Berlin.... to jest szkoła dla krajów więc by jej nie wpuścili to jej pomagam..
Co ma Portugalia z Berlinem wspólnego (pomijając fakt, że aŁtorka pewnie nie zna innych miast na świecie)? Nie byłoby bardziej logiczne, gdyby Portugalia szmuglowała swoją stolicę?


-Było tak od razu! >.< -krzyknęłam. Kurfa.... Już se robiłam nadzieje na własny gadający bagaż T>T.
Trzeba było poprosić Feliksa, może pożyczyłby ci chociaż Opole.
Suwak z bagażu rozpiął się i wyłoniła się głowa krótkowłosej brunetki.
-Nie ma tu Ludwiga? O>O
-Nie... –Odpowiedziała Portugalia w imieniu znana jako Magda.
Tia, bardzo portugalskie to zdrobnienie.
O ile zakład, że Magda to zopkowana koleżanka aŁtorki?


-Ufff to dobrze...-dziewczyna wypełzła z bagażu. –Jestem Karolina....czyli Berlin.
-Mogę cie o coś uprzejmie zapytać? x3 –podeszłam do niej.
-No dawaj...
-Ekhem.......CZY CIEBIE DO KOŃCA POJEBAŁO?! JAKI WACŁAW Z WŁASNEJ WOLI POSZEDŁ BY DO SZKOŁY?!?!
Niektórzy, no wiesz, nie chcą być takimi ignorantami jak ty, inni chcieliby dostać pracę... INNĄ, niż roznoszenie ulotek... Ech, nieważne.


-Cicho! Nie robię tego do szkoły....tylko dla niego.... –spojrzała marzycielsko na jakiegoś albinosa. –Gilbert......*.*
-Kto? O_o
-Prusy x3
-No dobra...jestem noga z geografii przyznaję..... ale czy on nadal jest na mapie?
-Każda mapa ugnie się jego zaglibistości *.* -Karolina odleciała do krainy jednorożców, tęcz i Gilberta w obcisłych slipkach. Przynajmniej tak wskazywał jej wzrok.
Jej wzrok pokazywał Gilberta w obcisłych slipkach? Znaczy co, miała rentgeny w oczach?
Chyba jest już jasne, że Portugalia i Berlin to upchnięte w opku psiapsióły aŁtorki, a Karolina jest fanką Prusów?


Nagle od strony Gilberta zaczął do nas iść jakiś przylizany blond fajfus.
 -Berlin! Niemcy idzie! –krzyknęła Portugalia.
-Dla Gilberta! –wydarła się Berlin, 
Akurat startowały cztery samoloty i darcia się oczywiście nikt a nikt nie usłyszał.


 nabrała powietrza i dała nura w bagaż. Taaaa......zajebiste towarzystwo nie ma co =.= ...no ale trzeba się kogoś trzymać. Nie czekając długo na samolot polecieliśmy do szkoły krajów.
Polecieli, nie czekając na samolot? Na miotłach? Medytowali, aż zaczęli lewitować? A może to jest metafora i w oczekiwaniu na ten samolot częstowali się jakimiś grzybkami?
Tak czy siak, musiało to fajnie wyglądać.


 PO 6 GODZINACH
No nareszcie jesteśmy! Nie wiem co to za stare pierdzidło z tylko jednym skrzydłem nas wiozło no ale cóż.
Następni, którzy jeżdżą samolotem. One umieją latać, wiecie?
Pierdzidło z jednym skrzydłem... Hmm... [węszy aluzję]


 Wylazłam...a raczej zjebałam się ze schodków od samolotu.
Słowo "spadłam" jest widać nie dość zajebiaszcze.


  No ale wyszłam!
Szkoda, że nie wyszłaś, gdy lecieliście nad oceanem.

 -Zuziu! Zuziu! Zuzannowo ty moje! X3 –Taaa....Leciała do mnie moja pseudo matka, Feliks.
-Zapomniałaś drugiego śniadanka! X3 –podał mi paczkę paluszków ,,Lajkonik”.
Bo gdyby nie nazwa firmy wszyscy pomyślelibyśmy, że Feliks poczęstował bohaterkę bateriami.
Zaraz, on każdą kwestię powtarzał trzy razy? No to chyba też bym się zirytowała.

 -Słuchaj...mówiłam ci to 10 razy w samolocie i teraz powtórzę... NIE JESTEŚ MOJĄ MATKĄ!
Niby racja. Państwa, które się sobą opiekowały uważały się raczej za rodzeństwo.


 -Ależ córeczko nie ma się czego wstydzić x3 Prawda Liciu? – odwrócił się do nadal zszokowanego Litwy. Najwidoczniej biedak łudził się że Polska tylko zmyśla ale ja jestem żywym dowodem... Czuje się taka ważna *o*.
Natomiast przecinki przed "że" i "ale" poczuły się nieważne i porzucone i postanowiły uciec z domu.


 Zostaw mnie ty cholerny paluszko-manie!
O, był Tampon-Man, teraz Paluszek-Man. Jeszcze trochę i uzbieramy całą drużynę superbohaterów.


 –wydarłam się z jego/jej objęć
Feliks jest FACETEM. Jasne? To SŁYCHAĆ.


 i spierdzieliłam do Portugalii męczącej się z bagażem.
[wycina z papieru kolorowego czarne prostokąciki z napisem "cenzura"]


 Jeszcze usłyszałam za sobą głos Polski:
-Tylko totalnie na siebie uważaj! I generalnie nie zapomnij świeżej bielizny
Bo patrząc na kulturę bohaterki wcale bym się nie zdziwiła, gdyby całe życie chodziła w jednych znoszonych majciochach.


 –Nie no.... Aż mi wstyd że mam polskie korzenie =.=
Mnie też, jak pomyślę, że to napisała osoba z Polski.


-Boże czemu mnie karzesz? Kiedy zgrzeszyłam?
Wymienić w punktach?


Powiedz jak mam naprawić błąd... –uniosłam ręce do nieba niczym zajebiaszczy mnich. A tu suprise i mam ptasią kupę na bucie.
Piękny element komiczny na poziomie klasy pierwszej szkoły podstawowej. Ciesz się, że tylko na bucie.


-Ten kto powiedział ze Bóg kocha wszystkich ma ode mnie wpierdol =.= ...
No to masz pecha, on dawno nie żyje. Jak chcesz, mogę załatwić ci spotkanie... [ostrzy tasak]


 –W szkole panowała miła atmosfera....poza tym że dyrektorem był Germania i w ogóle było do chrzanu =.=.
Ech, ten okres dojrzewania. Była miła atmosfera i w ogóle do chrzanu.


A jako że była to szkoła z Internetem....o sorki. ..internatem...
Ja nie mogę, ten suchar jest chyba w moim wieku :D


(przecież Germania nie wie co to Internet =.=) to dostaliśmy pokoje po trzy osoby... Miałam fuksa i dostałam pokój z Portugalią i Berlinem....
Co za zbieg okoliczności, no niesamowite... Nigdy bym na to nie wpadła...
Szkoda, że nie dostała pokoju z Białorusią. Może ona by ją trochę naprostowała.


ponieważ Germania wywęszył jej obecność tutaj lecz pozwolił zostać. A oto jak Karolina się ujawniła:
"Twarz jej zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło"?


 -Zuza! Pomożesz? –Magda spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem taszcząc bagaż po schodach.
-Ehhhh..... –Pomogłam jej. I gdy byłyśmy już u szczytu schodów (czyt. Jakieś 15 metrów nad ziemią) to walizka się wyślizgnęła, zamek rozpierdzielił, a Berlin sturlał na dół....ta.... to musiało boleć =.=....
Zwłaszcza ta zmiana płci po drodze.


 I tak właśnie Germania ją wykrył.
Zauważenia osoby spadającej ze schodów nie nazwałabym "wykryciem"...


 Normalnie to taka piękna historia że ją wydam w ramach wierszyka dla dzieci xD Nawet mam początek:
,,Karolina szła po schodach,
się potknęła, pierdolnęła
i po schodach się wyrżnęła”.
Ałtoreczka niemiła
W blogasku się zaczaiła
I język polski zgwałciła.
Nawet moi koledzy, którzy używają "kurwa mać" zamiast wszystkich znaków przestankowych nie tworzą takiej poezyji...


Piękne prawda? Poetką zostanę xD. Weszłyśmy do swojego pokoju.
Akapity. One istnieją.


Oczywiście jestem na tyle zajebiaszcza że skoczyłam na środkowe łóżko niczym spider-man
Przy czym zajebiaszczo wyrżnęłam głową o ścianę i wylądowałam na zajebiaszczym oddziale ratunkowym z zajebiaszczym wstrząśnieniem mózgu, a przez resztę pobytu w szkole spałam na zajebiaszczo wystających sprężynach.


i jednym zajebiaszczym ruchem wrzuciłam swoje rzeczy pod wyrko. Nie no....jestem pod wrażeniem swej zajebiaszczości xD
Zachwycanie się tym, że się wrzuciło plecak pod łóżko to już jakiś wyższy poziom narcyzmu.


Wyjęłam swój notes, wyrwałam kartkę i nabazgroliłam na niej pisakiem ,,Moja zajebiaszcza osoba” po czym przykleiłam na przednim oparciu łóżka.
Bardzo się zdziwiła, gdy pewnego dnia zastała w swoim łóżku pół szkoły o równie wysokim ego.


-I od razu tak jak w domu xD –uśmiechnęłam się. Berlin i Portugalia także usadowiły się na łóżkach po moich bokach. Portugalia wyjęła wielki wór pomidorów
Co ona chce robić z tymi pomidorami? Rzucać w nauczycieli?


a Berlin pełno fotek Gilberta i ponaklejała je na ścianę obok swojego ,,posłania”.
"Posłanie" w cudzysłowie to była pewnie sterta gnijącej słomy w kącie.


Wolę nie pytać skąd ma tyle tych zdjęć =.=.
Potem zwołali nas na apel i rozdali jakże ,,cudowne” mundurki. Oczywiście mój był bardziej zajebiaszczy od reszty xD
Miał jeden rękaw bardziej.


 To co że wszystkie były takie same, mój i tak bardziej zajebiaszczy xP. Jak to się mówi....jeśli osoba jest zajebiaszcza to mundurek też jest zajebiaszczy xD
Stare zuzannowskie porzekadło ludowe. Widać jaki kraj, takie przysłowia...

 Ty...wymyśliłam na poczekaniu i nawet niezłe O_o. 














Tylko tobie się tak wydaje.

 Magda zaczęła się podwalać do jakiegoś bruneta...chyba Hiszpanii... Ale potem wypierniczył ją jakiś inny brunet ze sterczącym loczkiem krzycząc:
- Jestem szatynem, do ciężkiej Anielki! Hiszpania zresztą też!

 -Zostaw go, kurna!
Taaaa...... =.= ......A Karolina? Oczywiście chowała się w doniczkach i robiła zdjęcia Prusom.
W takich malutkich doniczkach na paprotki? To ona chyba szczuplutka jest....


Jakby tych koczkodanów było mało na jej ścianie =.=.
Pffft...
Wybaczcie wybieg osobisty. Mam kolegę, którego nazywamy Koczkodanem ^^


jakby tego było mało to ten kurczako-men 
Mówiłam, że będziemy mieć drużynę superbohaterów? Jest Tampon-Man, Paluszek-Man, a teraz jeszcze Kurczak-Man. Jak trzej muszkieterowie!


mieszka obok nas z Hiszpanią i jakimś Francją....
"Jakimś" Francją. Gdyby Francis to widział...


i na dodatek mamy wspólny balkon T.T! Za co ja cierpię? Jak na zawołanie ten białak do mnie podlazł.
-Ty jesteś ten nowy kraj?
-I co?
 -To że nie masz jeszcze religii...
Jeżeli Zuzankolandia powstała na ziemiach polskich, to teoretycznie powinni zamieszkiwać ją Polacy, czyli w większości katolicy. Nie widzę problemu.


 -I co?
-Chcę cię przekabacić na Gilbertaństwo! –z daleka dało się słyszeć pisk Berlina -To religia wielbiąca zaglibistego mnie!
A nie "zagilbistego"? Prusy w wolnym czasie przechrzcił się na Glibert?
To brzmi jakby Berlin piszczała, że Gilbertaństwo to religia wielbiąca ją/jego. A przed chwilą to była taka niepozorna psychofanka...


-Jeśli już to moja religia to będzie Zuzutaństwo
Brzmi trochę jak jakieś afrykańskie wyznanie.


i będą wielbić zajebiaszczą mnie.
Powodzenia w poszukiwaniu wyznawców. Wyobrażam sobie Zuzię chodzącą od domu do domu i przyjmowaną jak Świadkowie Jehowy.


-A nie bo moją zaglibistość!
-Nie bo moją zajebiaszczość!
-ZAGLIBISTOŚĆ!
-ZAJEBIASZCZOŚĆ!
Blogaskowe kłótnie...

 –jak ten anty-zajebiaszczowy bielak mógł tak gadać?!
W sensie bielak – zając czy bielak – grzyb?
Przeczytałam "zaszczany".


 Będzie zemsta........oj tak......*_*
-Nie jesteś nawet w połowie tak zaglibista jak ja! –i odszedł. O nie!
Jak on śmiał mieć ostatnie słowo?!


 Teraz to ma przesrane! Pomyślę tylko nad zemstą i..... Już wiem! Zakradnę się do nich w nocy i wytrę swojego osranego buta w jego rzeczy *_*
Ona sra do butów? I to do swoich własnych? Nie żeby to kogolwiek dziwiło...


 ....oj tak...oto zemsta doskonała...
Uważaj, bo zemsty Gilberta możesz nie doczekać.


W zasadzie nie do końca wiem, za co Zuzanka chciała się mścić na Prusach – pewnie z tego samego powodu, dla którego ałtoreczka założyła bloga, mianowicie z nudów. Dzięki Porowi, po tej notce blogasek zdechł. Może przejął go Gilbert i wkrótce powróci na mapy jako Blogasland?

Pozdrawia ogłaszająca autonomię dywanu w przedpokoju Hattress.

niedziela, 11 marca 2012

Szkoła prychania, czyli smok-dopełnieniojad atakuje! - cz. II

Przepraszam za obsuwkę. Starałam się wyrobić, ale niestety, siła wyższa...
Chylę czoła przed czytelnikami i zapraszam na drugą część analizy przygód prychającej Catherine Sue oraz jej Oh-So-Mrocznego brata. W zasadzie to opko ma potencjał - aŁtorka zna kanon, nawet bardzo nie "urozmaica" charakterów postaci, ale... Ale.
W poprzedniej analizie nie dodałam linka: my-ff-hogwart.blog.onet.pl
Analizuje, tradycyjnie, Hattress.

Potem na WS trwała uczta, jak zawsze sala wypełniona była śmiechem, żywymi dyskusjami i stukaniem sztućcy o talerze.
Pomijam uroczą odmianę rzeczownika "sztućce", ale... wyobraziłam sobie właśnie uczniów Hogwartu grających widelcami na talerzach jak na perkusji.

Po uczcie Malfoy (prefekt Slytherinu), zaprowadził Catherine i Maxa do ich dormitoriów.
Całą resztę Ślizgonów demonstracyjnie zignorował.
Może ktoś mnie oświeci skąd, na pora, bierze się u tFFUrców mania sadzania przecinka po podmiocie w zdaniu?

Catherine dzieliła pokój z Pansy Parkinson i jej dwoma psiapsiółami,
DWOMA psiapsiółami. Psiapsiół to jakaś slangowa nazwa kochanka?

a Max z Malfoyem i jego paczką.

-Parkinson pokaże ci dokładniej wasze dormitorium ... - powiedział Malfoy z nutką ironii w głosie
Tak naprawdę wcale nie chciał pokazywać Pansy dormitorium. Wszyscy domyślamy się, o co mu chodziło.

-... - wkurzona Catherine nic nie odpowiedziała tylko poszła za Pansy Parkinson do dormitorium, w którym przy jednym z łóżek rozpoznała swój bagaż.
-to twoje łóżko ... - prychnęła Pansy
-ehe ... sama bym na to nie wpadła - syknęła trochę niewyraźnie Catherine
Catherine dopiero zaczęła naukę syczenia i nie każdy ją rozumiał, za to kurs prychania opanowała do perfekcji.

-nie jesteś zbyt miła - swtierdziła fakt Parkinson
Bo Pansy to cukier, lukier i płynna empatia.

-spadaj ... - syknęła tym razem już bardzo niezrozumiale i wyszła trzaskając za sobą drzwiami. Pansy Parkinson patrzyła się w miejsce, w którym przed chwilą stała i powiedziała rozmażonym głosem  sama do siebie:
Pytanie do widzów - głos Pansy był:
a) rozmazany
b) usmażony
c) rozmarzony, niestety autorka nie wie, co to autokorekta i ignoruje czerwone podkreślenia
Odpowiedzi przysyłajcie smsem pod numer 997! Nagrody w konkursie ufundowała firma cukiernicza Tago.

-Jest zupełnie inna niż jej brat...

[Catherine Sue wyrusza na poszukiwania Harry'ego i spółki. Po drodze spotyka swojego brata z jego nowymi przyjaciółmi i poznaje Zabiniego. Jestem bardzo ciekawa, czy tFFUrczyni zapamięta to wiekopomne zdarzenie...]

Szła przez jakiś czas korytarzami, nie bardzo wiedząc gdzie jest i gdzie idzie.
Czyżby niedobra Pansy dosypała jej czegoś do soku na uczcie?
 Nagle usłyszała strzępek rozmowy jakichś trzecioroczniaków (na oko trzecioroczniaków ;)):
Dopiski odautorskie mnie rozczulają ;)
Tego "na oko" absolutnie nie dało się upchnąć w zdaniu, prawda?

-... widziałem, że Harry jest w bibliotece, pójdziemy się przywitać ? - zapytał niewysoki, blondwłosy chłopiec z aparatem wiszącym mu na szyi drugiego chłopca, który miał czarne włosy, oczy ... a zresztą ... cały był czarny !
Czy biały chłopiec, który wiesza swój aparat na szyi czarnego, to już rasizm?
Opis murzyna kojarzy mi się z osobą, która pierwszy raz ujrzała takowego na oczy O.O A przecież Zabini też był czarny...

-no jak chcesz, i tak nie ma nic innego do roboty ! - odpowiedział "czarny" chłopiec
"Czarny" w cudzysłowiu. Czyli co, tak naprawdę popielaty?

i obaj ruszyli przed siebie korytarzem. Catherine postanowiła pójść za nimi.
Szła ... szła .... szła ... wydawało jej się, że chyba nigdy nie dojdzie do tej biblioteki ... Dwaj chłopcy co chwilę odwracali się szepcząc coś sobie po cichu, tak że Catherine od razu domyśliła się, że o niej rozmawiają.
-To ta ... nowa - szepnął jeden
-wydaje mi się czy ona za nami idzie ? - odpowiedział mu szeptem drugi
-chyba tak ... - powiedział trochę przestraszonym tonem i dodał - może jej zrobię zdjęcie ??
Świetny pomysł! Może potwora przestraszy się flesza i ucieknie!

-nie to nie jest dobry pomysł ... chodź, chodź szybciej !
-dobra ... - i nagle przyspieszyli kroku, Catherine delikatnie ruszyła za nimi.
Ruszyła delikatnie, drobiąc na paluszkach i od czasu do czasu dygając z gracją.

Wreszcie dotarli do obranego celu - biblioteki. Chłopcy skręcili, a dziewczyna chwilę odczekała za zakrętem, widząc że jeszcze się odwracają aby się upewnić, czy dalej idzie za nimi, ale nie zobaczyli jej. Podeszła bliżej słysząc, że rozmawiają o ... NIEJ !
Nie! Rozmawiają o recepturze na sok z gumijagód?!

-szkoda, że przydzielili ją do Slytherinu ... - prychnęła Hermiona
Hermiono... Nie spodziewałam się po tobie ślepego podążania za modą.

-widać, że ona też nie jest z tego zadowolona ! - powiedział Harry, a Catherine uśmiechnęła się do siebie słysząc "ona TEŻ nie jest z tego zadowolona" 
-już dajcie spokój ! - ofuknęła ich Ginny, która nie akceptuje żadnych Ślizgonów, bez żadnego wyjątku (!). 
Uch, wykrzyknik z nawiasie. Trochę liczyłam, że w tym rozdziale będziemy mieli z nimi spokój, zwłaszcza że nadal nie mam pomysłu, co też mogą oznaczać.

-Cześć Harry ! - powitał go chłopiec z aparatem
-Hej Colin ... - odpowiedział trochę sucho Harry
-O czym rozmawiacie ?? - zapytał rzucając spojrzenie na towrzyszów Harrego
-oh, Colin ... przecież wiemy, że słyszałeś - prychnęła Hermiona
-eee ... no ... - Colin, bo tam miał na imię chłopiec
Tam miał, a tam nie. W każdym pomieszczeniu zwali go inaczej.

trochę się zawstydził i od kończenia jego (na pewno bezsensownej gdyby ja dokońcyzł) wypowiedzi wybawiła Catheirne, która weszła do biblioteki i usiadła obok Hermiony, a na przeciwko Harrego.
-Hej ... - powiedziała trochę ironicznie, a trochę smutno
Co ironicznego może być w słowie "hej"?!
Blogaskowe ironizowanie jest blogaskowe.

 i wypaliła - załamałam się !
-heh, a czemu ? - zapytała głupio Ginny
Tak, tak, róbmy z Ginny debilkę tylko dlatego, że podoba jej się Harry... 

-jak to czemu ?! - ofuknęła ją Hermiona, szturchając łokciem
-po pierwsze od tej pory jestem Ślizgonką ...,
No i gdzie z tym przecinkiem... [ton znudzonego kierownika budowy]

po drugie w dormitorium mieszkam z jakąś pustą, sztuczną lalą,
A, więc Pansy będzie teraz pełnić funkcję Pustej Blondyny. Masz przerąbane, Pansy.

po trzecie za często będę widywała się z bratem, a to dobrze nie wróży,
Zobaczyć brata o poranku - znaczy pech. Trzeba obrócić się trzy razy i splunąć przez lewe ramię.

a po czwarte ... nie wiem co po czwarte ...
-powiedziałbym "nie martw sie", ale niestety nie powiem ... - powiedział Ron, a Catherine rzuciła mu pytające spojrzenie, na co rudzielec natychmiast oblał się rumieńcem - ee ... no wiesz ...
Jesteś irytującą, chamską, niewychowaną kozą i wszystko, o czym marzę, to żebyś jak najszybciej umarła ze zgryzoty.

szkoda, że nie jesteś w Gryffindorze ... - dokończył trochę dukając.

Z początku ich rozmowa zbytnio się nie kleiła, ale później jak już się rozkręcili to gadali, gadali, gadali i śmiali się jakby znali się od lat.
Czy oni już w pociągu nie rozmawiali, jakby znali się od lat? To "znanie się od lat" szybko się przedawnia i trzeba je regularnie aktualizować?

Nawet Ginny, która od początku miała pewne uprzedzenie co do Catherine.
Ginny, która od początku miała uprzedzenie CO? Ginny gadała, jakby znała się od lat? Blogaskowe struktury gramatyczne mnie przerastają.

Po jakimś czasie w bibliotece zostali już tylko oni. Było już dosyć późno.
-Chyba musimy się zmywać, bo mimo że to pierwszy dzień w szkole to Filch chętnie "nagrodziłby" nas szlabanem !
Nagrodziłby was, gdyby CO? Na tym blogasku grasuje straszny smok pożerający orzeczenia i dopełnienia?

powiedziała Hermiona, ziewając już ze zmęczenia
-Już ta godzina ?! Jak szybko zleciało ... - powiedziała też znużona Ginny, spoglądając na zegar wiszący na ścianie biblioteki
-No to lepiej już chodźmy - ponagliła Hermiona i cała piątka wyszła z biblioteki. Doszli do portretu Grubej Damy i musieli się pożegnać.
-Do zobaczenia jutro na śniadaniu ! - pożegnała ją Hermiona i obie się przytuliły jak "stare" przyjaciółki. 
"Stare" w cudzysłowie, żeby nikomu nie przyszło do głowy, że przezajedwabiste bohaterki przytulają się jak babcie.

-Pa ! - powiedziała Ginny i zrobiła to samo.
Znaczy, przytuliła się jak stara przyjaciółka? Skoro sama siebie przytula, to raczej jak stara, samotna wdowa...

-Narazie ! - chłopcy ograniczyli się tylko do tego ;)
Żeby ci nic zbereźnego, czytelniku, do głowy nie przyszło! Przytulanie się jest zarezerwowane wyłącznie dla płci pięknej!
Przypomniał mi się ksiądz katecheta kładący nam do głowy, iż dopiero na etapie narzeczeństwa można - cytuję - "zastosować przytulenie".

 Czwórka Gryfonów znikła w dziurze za portretem Grubej Damy, a Catherine zdała sobie sprawę z tego, że nie ma pojęcia jak wrócić  do dormitorium ...
-zajebiście ... - mruknęła pod nosem i poszła gdzie ją nogi poniosły,
Mam nadzieję, że do Australii, albo gdzieś równie daleko.

 próbując odtrzworzyć w myślach drogę, którą szła do biblioteki. - Prosto ... teraz w lewo ... nie ! w prawo ... - mruczała pod nosem, kiedy nagle ...
...drogę zastąpił jej smok-dopełnieniojad, ziejący gorejącą nienawiścią do gramatyki i ortografii.

cdn. ! No to teraz komentujcie ! :)
Z rozkoszą! :)
Nadprogramowe spacje wybił pewnie smok, od którego kroków trzęsła się ziemia.

3/ Szlaban
Elooo =** Ale wam ciężko idzie te komentowanie !
Tobie coś nie idzie "te pisanie".

 
Mam nadzieję, że w końcu weźmiecie się w garść i zaczniecie pożadnie komentować :P
[czuje się jak na apelu karnym w podstawówce] Tak, pani dyrektor!

Trzymam za was kciuki ! xD No dobra, to bardzo proszę ... nowa notka ... x]
Nie dziękujemy. Naprawdę - NIE dziękujemy...

- Prosto ... teraz w lewo ... nie ! w prawo ... -mruczała pod nosem, kiedy nagle 
ŁUUP !!
Mówiłam, że to smok! Smok wylądował!

Catherine aż podskoczyła kiedy jedna ze stojących pod ścianą zbroi się przewróciła i upadła wprost przed jej nogi, rozsypując się przy tym na mnóstwo drobnych części.
Po czym poznać Mary Sue? Nawet średniowieczne zbroje padają jej do stóp.

-Eee ... jak to ... - nawet nie skończyła, bo nad jej głową pojawiło się coś co waliło ją czymś w głowę.
Była to Hattress, usiłująca wybić bohaterce chamstwo z głowy.

- Aauuua !! - ryknęła dziewczyna odskakując na bok. Pod sufitem ujrzała śmieszną małą postać ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, trzymającą w znekształconej ręce wyświechtaną książkę.
-Ha ha ha !! - zaśmiał się kpiąco i znowu zaczął ją uderzać w głowę ową ksiązką.
-Przestań !! - warknęła ale to coś nie przestawał,
Ten coś nie przestawał.

a wręcz przeciwnie robiło to z coraz większą siłą.
A teraz to coś robiło. Ciekawe.

-IRYTEK !!!! HA !! MAM CIĘ !! - nagle z zakrętu wybiegł woźny Hogwartu - Argus Filch, o którym Catherine już słyszała od Gryfonów. Jednak zanim dobiegł do "miejsca zbrodni" Irytek czmychnął, znikając za pewne w którejś ze zbroi.
-A ty czemu wałęsasz się po szkole w nocy ?! Do mojego gabinetu ! SZLABAN !! - ryknął Filch
-co ?! ani mi się śni ! po prostu nie mogę trafić do dormitorium ! - żachnęła się Catherine, a jej wypoweidź w uszach woźnego zabrzmiała dość żałośnie
W moich uszach zabrzmiała dość niegrzecznie.
Wszyscy prychają, a Filch przeszedł na wyższy poziom i ryczy.

-Ojej ... to straszne ! Taka duża dziewczynka, a nie może trafić do swojego łóżeczka ! - powiedział cieniutkim, piskliwym głosem Filch
Proszę mi pokazać przykład takiego zachowania u Filcha, wszystko jedno, w książce, w filmie...

i normalnym już zachrypniętym głosem wrzasnął - ZA MNĄ !! SZLABAN !!
-Jestem pierwszy raz w Hogwarcie, który ma przecież spore rozmiary i czy to dziwne, że nie wiem gdzie co jest ?!?! - prychnęła Catherine ignorując rozkazy woźnego
-Zwykła, szkolna uczennica nie będzie mi podskakiwać ! Idziemy do dyrektora !! - dalej wrzeszczał Filch
[trzyma kciuki i podskakuje, a potem usiłuje zrobić solową meksykańską falę] Na-przód-Filch! Na-przód-Filch!

-Zwykła, szkolna uczennica !? A prosze bardzo nazywaj mnie jak chcesz, ale i tak  z tobą nie pójdę ! - prychnęła z pogardą
Zwykła, szkolna uczennica?! Ja ci pokażę zwykłą uczennicę! Jestem wszechzajebista Mary Sue i nie rozmawiam z plebsem! Na kolana, śmieciu!

odwracając się, aby iść dalej, jednak Argus Filch nie dawał za wygraną i krzycząc
-Skandal !! SZLABAN !! - ciągnął ją za rękę w niezanym jej kierunku
-Co tu się dzieje ?! Co to za wrzaski ?! - nie wiadmo skąd pojawił się profesor Severus Snape, nauczyciel eliksirów o niebywale tłustych włosach przybrany w długą, czarną szatę
-Ta dziewczyna wałęsała się po szkole ! Chciałem ją ukarać szlabanem, ale się opierała i opiera nadal ... - wytłumaczył mu Filch, a Catherine wyrwała rękę z jego uścisku.
-To jest moja nowa podopieczna, nie zna zamku, proszę ją zostawić, ja się nią zajmę - powiedział Snape, a jego czarne jak żuki oczy błysnęły triumfalnie.
Tylko nie porno, tylko nie porno, tylko nie porno, dobry Porze, błagam cię, ja nie chcę sceny erotycznej ze Snape'em i Catherine... Tylko nie pornoooo...

-A ... szlaban ?
-Powiedziałem już, zajmę się tym. - syknął Snape, a zrezygnowany Filch odszedł.
Nie! Nie porno! Ja nie chcęęęę!

 - może mi wyjaśnisz dlaczego szwędasz się samotnie po zamku o tak późnej porze ? - syknął Snape
-nie mogłam znaleźć dormitorium ...
-tyle to ja też wiem ! Za mną ! - syknął i ruszył w kierunku lochów, Catherine tym razem się nie opierała tylko bez słowa ruszyła za nim.
Weszli do ciemnego, zimnego gabinetu. Catherine aż przeszły dreszcze na widok gałek ocznych pływających w słoikach ustawionych w równych rzędach na półkach.
I tak w tych wszystkich słoikach pływały li i tylko gałki oczne? Snape je kolekcjonuje?
Nadal węszę porno.

-Po co mnie pan tu przyprowadził ... ? - zapytała trochę niepewnie dziewczyna
-Masz szlaban - syknął w odpowiedzi
-co ?! teraz ?!
-po pierwsze nie "co" tylko "słucham", trochę szacunku,
No wreszcie ktoś jej to powiedział!
Nadal węszę...

 a po drugie dlaczego nie teraz ?- syknął Snape, a Catherine zrobiła minę wyrażającą oburzenie
-to co mam robić ?? - prychnęła
-musisz napisać dwa zwoje pergaminu z hasłem "Ja Catherine Carter nie będe chodziła nocą po szkole, będę posłuszna swojemu opiekunowi - Severusowi Snapowi oraz nie splamię honoru swojego domu Salazara Slytherina"
[westchnienie ulgi ciężkie jak platforma wiertnicza] Dzięki ci Porze, nie będzie porno! To opko nie jest aż takie straszne...

- CO ?! Dwa zwoje pergaminu ?!?!?!? - ryknęła Catherine
Przed chwilą się bała, teraz zaś ryczy. No błagam, wyobraźcie sobie ucznia "ryczącego"  w gabinecie budzącego respekt nauczyciela.

-nie "co" tylko "słucham" ! aha i pisz małymi literami, jak skończysz połóż na moim biurku, a i stąd chyba już trafisz do dromitorium ? - syknął i wyszedł z gabinetu
-świetnie ... pierwszy dzień szkoły, a ja już dostałam szlaban ... dwa zwoje pergaminu ... niech się wypcha - mruknęła i podsunęła sobie papier pod nos.
Będzie pisać, ekhm, ekhm, wydzieliną nosową?

Opko jest spore - ma 11 części - ja jednak poprzestanę na dwóch i pół. Mam na oku coś strasznego i aż się trzęsę, coby to przeanalizować. Jeszcze raz baaardzo przepraszam za poślizg.
Pozdrawia rycząca ze zgrozy Hattress.

sobota, 3 marca 2012

Szkoła prychania, czyli żaba w kocich szeregach - cz. I

Na tapetę znowu biorę opowiadanie potterowe. Spełnia ono wszystkie warunki opkowatości: jest chamska i rozwrzeszczana Mary Sue, jest przedstawianie Ślizgonów jako trzygłowych smoków, nie ma ortografii ani gramatyki, są podejrzane literówki, no i prychanie. Dużo, dużo prychania. Czekamy na poranne czynności.
Analizuje Hattress.
Pociąg do Hogwaru właaśnie ruszył
Naaajpieerw powooli, jak żółw ociężaaalee...
Hogwar to, jak rozumiem, taki czarodziejski wrzątek?

z dworca King's Cross z peronu 9 i 3/4. Był strasznie zatłoczone,
Gramatyka polskie być strasznie trudna rzecza.

zresztą jak co roku. Hermiona, Ginny, Harry i Ron znaleźli przedział tylko dla siebie, na ich nieszczęście w przedziale obok siedział Malfoy z Zabinim, Crabbem, Goylem i Parkinson, jednak nic sobie z tego nie robili i usiedli w sąsiednim, pustym przedziale.
[szuka sensu] Jeżeli oni siedzieli w innym przedziale, to w czym Malfoy i spółka im tak strasznie przeszkadzali? Ślizgoni roznoszą dżumę, czy jak?

Minęło kilka minut, a na korytarzu zrobiło już się cicho i pusto.
Ta, już to widzę. W pociągu, którym jedzie co najmniej kilkudziesięciu uczniaków, jest cicho i pusto. Autorka chyba nigdy nie była na szkolnej wycieczce; kto był, ten wie, jakiego rejwachu potrafi narobić jedna klasa, a co dopiero cała szkoła... Oni im chyba cruciatusem grozili, żeby zamknęli paszcze.

Tylko gdzieś w oddali było słychać coraz bardziej zażarte przekomarzanie i dziewczyny i chłopaka. Draco Malfoy chciał popatrzeć, posłuchać kto z kim, dlaczego itp.,
Gdzie, kiedy i za ile.

więc wyszedł z przedziału i stanął przy otwartym oknie, słuchając skąd dobiegają głosy ...
Przy jakim oknie? Pociągu? 

-tak - chłopak
-nie - dziewczyna
Co to jest, jakiś psychotest?

-tak
-nie
-tak
-nie !
-tak
-nie !!
-tak
-nie !!!!!
-tak
Blogaskowe kłótnie nieodmiennie powalają intelektem.

-NIE !! I ODWAL SIE W KONCU !! WKURZASZ MNIE !!
-nawzajem
Podoba mi się siła spokoju jednostki męskiej.

Ci dwoje byli już w zasięgu wzroku Malfoya. Zobaczył wysoką blondynkę o idealnej figurze i wyższego od niej dobrze zbudowanego bruneta.
Harry i Luna? Harry i Fleur? Harry i Mary Sue?
Draco nigdy wcześniej nie widział ich na oczy, więc przyglądał i przysłuchiwał się dalej ich "rozmowie".
Draco jako Pani Z Sąsiedztwa, podglądająca i podsłuchująca wszystkich, których nie zna :D


-IDIOTA !
-robisz się nudna, zamknij się ...
-BO CO ?! A TAK NA MARGINESIE TO MÓGłBYŚ MI POMÓC Z TYM KUFREM BO JAKBYŚ NIE ZAUWAŻYł JEST DWA RAZY WIęKSZY I CIĘŻSZY OD TWOJEGO !!
I dlatego właśnie masz go nieść! Masz cierpieć, buhahaha!


- wydarła się tak, że okna mało nie powylatywały.
A Draco razem z nimi. 

On jednak dalej nie tracił opanowanego i spokojnego tonu i nawet przez myśl mu nie przeszło żeby jej pomóc
Jak panna tak ładnie prosi, to wcale mu się nie dziwię -.-

-trzeba było się mądrzej pakować
-podaruj se te mądre uwagi ! Zobaczymy ile rzeczy zostawiłeś w domu ! Będziesz tylko coś chciał !! Chodźbyś na kolanach błagał, NIC NIE DOSTANIESZ !!
Czemu on miałby czegoś chcieć od rozwrzeszczanej merysujki?

-nie grozi mi to
Zbliżali się powoli do Malfoya niby nie zwracającego na nich uwagi
Przecież on wyglądał przez okno i ich podglądał, a teraz oni idą w jego kierunku...? Ale...?
[idzie sobie to rozrysować]


-CHOLERA, mam cie już dość, siadam tutaj - prychnęła dziewczyna i już miała otwierać drzwi do przedziału gdzie siedziała Hermiona z przyjaciółmi ...
-tu jest wolne miejsce ...- powiedział Malfoy z tym swoim uśmieszkiem na twarzy
Aa, dobra, już wiem. Oni byli na korytarzu, a Malfoy wyglądał przez okno w drzwiach przedziału. [wyrzuca szkice do kominka] Ale w takim razie... po co udawać, że nie zwraca na nich uwagi, nie mógł po prostu odwrócić głowy? On przez to okno patrzył od zewnątrz, czy ki pieron?


-dzięki, ale TUTAJ TEż ! -  prychnęła
Zastanawiam się, co jest nie tak z klawiaturą autorki: polskie znaki nigdy nie są duże.

 i rozsunęła drzwi do przedziału z czwórką Gryfonów - Hej ! Jest tu wolne JEDNO miejsce ?? - przywitała ich i zapytała,
Na wypadek gdyby ktoś nie zauważył, że ona ich i przywitała, i zapytała. 

 spoglądając ukratkiem
Okiem w kratkę?

na chłopaka, z którym szła.
-Dziecko, liczyć nie umiesz ? Przecież nie wezme cię na kolana ! - upomniał się owy chłopak stojąc za nią w drzwiach
Ów. Stojący.

-A nie umiesz sam o siebie zadbać ??!??
Pytajnik pytajnik wykrzyknik pytajnik pytajnik. To alfabet Morse'a?

Idź i sam se szukaj !! - prychnęła i dodała wracając spowrotem do Gryfonów
I prychnęła, i dodała. Znowu - tak na wszelki wypadek, gdyby czytelnik był wyjątkowo niedorozwinięty.

Panna ciągle prycha. Może jest kotołakiem. Albo koniołakiem.

 - to jest to miejsce ?!
Nie, to Hermiona.


-T-tak ... są nawet dwa ... - odpowiedział trochę zmieszany Ron
-Ok, dzięki ! - powiedziała taszcząc kufer - A ty gdzie ?? Oni powiedzieli, że są dwa miejsca, ale ciebie nie zapraszali ! SPADAJ !! - ryknęła zwracając się do chłopaka
Byłam pewna, że zwracała się do okna. Serio. Okna są strasznie namolne.

-a siadaj jak chcesz sama, ja tam cię do szczęścia nie potrzebuję ! - prychnął chłopak,
Ten też prycha. Widocznie mamy do czynienia z całą rodzinką kotołaków.


a dziewczyna zamykając już drzwi pozdrowiła go jeszcze wywalonym językiem i gestem środkowego palca.
A środkowy palec dziewczyny naprawdę miał gest - co tydzień organizował imprezy na sto osób i dawał wszystkim prezenty.

-to znajdzie się to miejsce ? - odparł nieco zirytowany chłopak do Malfoya obserwującego całe zdarzenie
-no dobra ... właź ! - prychnął Malfoy
No nie, Malfoy też?! Hogwart przez wakacje zmienił się w szkołę dla młodych prychaczy?!

zupełnie bez entuzjazmu, 
Draco wcale nie podobał się pomysł z nauczanem prychania.

wyraźnie wolał, aby to dziewczyna usiadła z nim w przedziale, ale cóż.
Dobrze wiedzieć, że mamy do czynienia z opkiem, w którym Draco jest hetero. 

- Potter albo Wiewiór na pewno nie mają więcej uroku osobistego niż ja, więc jeszcze nic straconego - pomyślał sobie Draco, wchodząc do przedziału z owym chłopakiem
-Hej - powiedział wchodząc i wkładając kufer na półkę pod sufitem.
-A to kto ?! - prychnął Blaise przyglądając się chłopcu


-zapytaj go o to ! Byłem tak dobry, że go przygarnąłem - syknął Malfoy z ironią w głosie.
Malfoy bojkotuje prychanie i syczy.

 Chłopak był przystojny, więc Pansy od razu zaczęła się do niego wdzięczyć.
-to jak się nazywasz ? - zapytała słodko, bawiąc się kosmykami włosów
Ze zdania wynika, że Malfoy był przystojny i to do niego Pansy zaczęła się wdzięczyć, toteż nieco zdziwiło mnie pytanie o nazwisko.

-Max Carter - odpowiedział
-ja jestem Draco Malfoy - przedstawił się jak zwykle z nutką ironii w głosie,
Powiedział, jak się nazywa z ironią w głosie. To znaczy, że naprawdę nazywa się Grzegorz Brzęczyszczykiewicz?

 Max wyciągnął rękę tak jak to zwykle się robi podczas zapoznawania się z nowymi ludźmi ... Ręka Malfoya przez chwilę ani drgnęła, ale w końcu mu podał i uścisnęli sobie je tak mocno jak czynią to prawdziwi mężczyźni.
Ta, prawdziwi mężczyźni. Chucherkowatemu Draco od tego uścisku pewnie ręka wyskoczyła ze stawów...

-a ja jestem Blaise Zabini - odparł też wyciągając do niego rękę
Komu odparł? Nikt go nie pytał, jak się nazywa.
Zdania się zaczyna z dużej litery, do ciężkiej anielki!

- to jest Crabbe i Goyle - powiedział za nich Malfoy
Crabbe i Goyle mają wspólną świadomość, więc mówi się o nich w liczbie pojedynczej.

 dodając jeszcze ironicznym (no bo jakby inaczej) szeptem - dwa przygłupy, ale idzie z nimi pogadać
Autorka (no bo jakby inaczej) nie zna definicji słowa ironia.
Mnie się zawsze wydawało, że Malfoy trzyma z Crabbe'em i Goyle'em, bo robili to, co im kazał, ale ja pewnie jestem głupia.

 - Max skinął głową (spoglądając w kierunku "przygłupów") na znak, że zrozumiał co Draco do niego powiedział
O, dobry Porze. To opko naprawdę jest adresowane do ludzi ciężko upośledzonych umysłowo.

-a ty jesteś ... ? - zwrócił się do Pansy
-Pansy ! Pansy Parkinson ! -przedstawiła się z uwodzicielskim uśmieszkiem na twarzy, od którego Malfoyowi robiło już się nie dobrze.
Mnie się robi "nie dobrze" od tego opka.
Wkurzają mnie tFFory, w których Malfoy jest wspaniały i cudowny, a Crabbe, Goyle i Pansy są przedstawieni jak stado dzikich orków. Przecież Draco nie jest masochistą! Coś w nich chyba jest, skoro się z nimi przyjaźnił?

Tymczasem dziewczyna, która przyszła z Maxem Carterem, z pomocą Harrego taszczyła swój kufer na półkę pod sufitem.
To brzmi tak, jakby półka pod sufitem była gdzieś w Australii.

-Co ty tam nosisz ?? - zapytał Harry (tak jakby znał ją od lat) odetchnąszy z ulgą,
Odetchnąszy. Harry miał dziadka-górala.

że w końcu kufer jest na miejscu - A tak wogóle to Harry jestem, Harry Potter
Bond, James Bond.

 - powiedział wyciągając do dziewczyny rękę i miło się uśmiechając na co Ginny zrobiła się czerwona ze złości
-Harry - powtórzyła za nim, co sprawiało wrażenie jakby właśnie uczyła się jakiejś skomplikowanej regułki na pamięć
Biorąc pod uwagę iloraz inteligencji przeciętnej bohaterki opka, mogła ona rzeczywiście mieć problem z zapamiętaniem imienia "Harry".

 - ja jestem Catherine Carter, miło mi - uścisnęł mu rękę
Co zrobiĘŁ?

 i posłała szczery uśmiech. Później przedstawił się Ronowi, błyskawicznie zmieniwszy płeć, Ron jej, Hermionie, Hermiona jej i Ginny, a Ginny jej,
Tak trudno napisać, że po prostu przedstawiła się wszystkim?
rudowłosa nie była szczęśliwa z tego powodu, że Catherine nagle wpadła do ich przedziału i zrobiła jej konkurencję u Harrego, więc siliła się na sztuczny uśmiech.
Każda nadprogramowa samica w przedziale to już konkurencja do Harry'ego. Ginny nawet na Hedwigę patrzyła z nieufnością.
Wyjaśnia się, czemu Draco tak brzydził uśmiech Pansy.

Catherine usiadła przy oknie obok Harrego, który jej się nawet spodobał. Ginny to zauważyła (chociaż w jej przekonaniu, każda dziewczyna, która najzwyczajniej się na niego spojrzy już na niego leci) i poczerwieniała jeszcze bardziej niż zwykle, co z kolei zauważyła Hermiona, która właśnie szturchała ją łokciem.
Długie zdanie jest długie.
-a ... ee ... kim jest ten chłopak, z którym przyszłaś ... ? - zapytała Hermiona, chcąc podtrzymać rozmowę
-eh ... ten idiota to mój kochany braciszek !! Nikomu, ale to nikomu nie radzę mieć brata ! Same problemy nic pożytku !! Niby starszy, a głupszy do potęgi ... ujemnej ... !
Głupi na minusie, czyli mądry?

 - prychnęła zapominając już o tym, że Ron i Ginny mają takie same nazwiska, a małżeństwem raczej nie są. Hermiona, Harry i Ginny (!) wybuchnęli śmiechem,
Ginny jest aż tak sztywna, że każdy jej uśmiech trzeba podkreślać wykrzyknikiem?

a Ron smętnie się uśmiechnął mrucząc ...
Czy tylko ja postacie z tego opka widzę tak?

-Taaaa ...
-ee ... powiedziałam coś nie tak ?? - Catherine się wyraźnie zmieszała, patrząc na uspokajające się już dziewczyny i Harrego
-wszystko ok !! - wydusiała z siebie Ginny,
Wysiusiała?!

pokazując gest kciuka uniesionego w górę
Kciuk Ginny też ma gest. 

-siostry wcale nie są lepsze ! - prychnął Ron
Jak świat długi i szeroki, wszyscy bracia i siostry są dokładnie tacy sami.

-ups ... wy jesteście rodzeństwem ... ?? - zapytała wskazując na Rona i Ginny
-No ... niestety - powiedział Ron ze zrezygnowaną miną, a Ginny wybuchnęła nową dawką śmiechu (!).


W przedziale Malfoya ...
O, Malfoy ma już nawet własny przedział w pociągu do Hogwartu?

-Będziesz nowy  w Hogwarcie, tak ? - zapytała Pansy Maxa
To było jakby oczywiste, ale Pansy w związku z nowym zauroczeniem wolniej przetwarzała informacje.

-No tak ...
-Wiesz do jakiego domu będziesz przydzielony ? - zapytał jak zawsze z ironią w głosie Malfoy
"Ironia - <<ukryta drwina, utajone szyderstwo>>".  Hmm... [doszukuje się ironii w powyższej wypowiedzi]
Malfoy sugeruje, że Max w ogóle nie zostanie przydzielony i rozłożą mu materac w schowku na miotły?

-Tak właściwie to nie wiem, ale ojciec gadał mi coś o ... Slytherinie i ... Gryffindorze (?)
Mam rozumieć, że tFFUrczyni nie wie, co to jest Gryffindor? Jakoś wcale by mnie to nie zdziwiło...

Możecie mi powiedzieć o tym coś więcej ??
-No to gadał ci dobrze,
Dobrze ci godoł, panocku!
Mania podwójnych znaków przestankowych strikes back.

my jesteśmy ze Slytherinu, najlepszego z domów w Hogwarcie, a ten Gryffindor to sama chołota - powiedział Draco
Kanoniczny Draco. W blogasku. [zapisuje w kalendarzu] Mógłby jeszcze dodać, że chodzą tam szlamy i zdrajcy krwi, ale nie bądźmy drobiazgowi ^^

-aha - odparł Max
-są cztery domy : Slytherin, Gryffindor, Ravenclaw i Hufflepuff - dodał Blaise
-w Slytherinie są sami prawdziwi czarodzieje czystej krwi
Z drobnymi wyjątkami w rodzaju Toma Riddle.
 i ... a właśnie, jesteś "czysty" ?? - prychnął Zabini
-jasne - odpowiedział krótko z nutką ironii w głosie,
Znowu z ironią. Rozumiem, że Max jest mugolakiem i bezczelnie robi sobie jaja z rasistowskich poglądów nowych kolegów.

Max wydawał sie pasować na kumpla Malfoya
-dobra, to ok ! W Gryffindorze niby ceni się odwagę ale są tam same szlamy i zdrajcy krwi - kontynuował Blaise
[wzrusza się]

-ehe ...
-Do Ravenclawu trafisz jeśli jesteś nie wyobrażalnie mądry, a do Hufflepuffa jeżeli jesteś nijaki, no tzn ... nie pasujesz do innych domów !
Chromolić takie cechy jak lojalność, uczciwość i skromność.

-ok, kumam ! - odparł Max
Szpieg!!! Żaba w kocich szeregach!

W przedziale Harrego ...
Harry też ma swój przedział? Pewnie cały rok licytują się z Draco, kto ma wygodniejsze siedzenia.

-wiesz już gdzie zostaniesz przydzielona ? - zapytała Ginny już całkiem spokojna
-no ... ee ... chyba nie (?) chociaż
Co dokładnie oznaczają te pytajniki w nawiasach? Jakiś pomysł?

 chociaż Max, tak sie nazywa mój braciszek - tutaj na wszystkich twarach łącznie z Ronem pojawił się ironiczny uśmieszek
Twar to jakaś odmiana twarogu? 

- mówił mi coś o ... ee ... jak mu tam ... Slytherinie ?? I chyba też o G...g...g...g...
No nie krępuj się, jesteś przecież w wieku gimnazjalnym! Gówno!

-Gryffindorze !! - dokończyła Hermiona
-no właśnie ! ale nie wiem za bardzo o co chodzi ... ???
-no to są cztery domy - zaczął Harry
-Gryffindor, Slytherin, Ravencalw i Hufflepuff - dodała Ginny
-ehe - potwierdziała Catherine - a wy jesteście skąd ?
Przeczytałam "popierdziała". Patrząc na maniery tej pannicy nie byłoby to zaskoczeniem.

-Z Gryffindoru ! - odparł Ron, a reszta to potwierdziła kiwając głowami
-No to takk ... W Slytherinie są niby najlepsi, czystokrwiści czarodzieje ale to prawie sami śmieriożercy i takie ... łachudry, w Gryffindorze ceni się odwagę i honor, do Ravenclawu trafisz jeśli jesteś niewyobrażalnie mądra, a do Hufflepuffa jeżeli nie pasujesz do pozostałych domów ...
Mam deja vu. Ostatnio często mi się to zdarza podczas lektury opek.

-troche poplątane, ale chyba skumałam !! - prychnęła Catherine
Zdała sobie sprawę, że zdradziła się tym kumaniem, więc na wszelki wypadek prychnęła.

Catherine bezprzerwy nawijała z Gryfonami.
Sznurek na rolkę.

Zdążyli się poznać i polubić. Ginny dała już se spokój z tą zazdrością, co nie zmienia faktu, że Harry podobał się Catherine,a Catherine Harremu. Cała piątka dobrze się razem dogadywała.

Max też znalazł towarzystwo dla siebie, ale wśród Ślizgonów. Pansy cały czas się do niego wdzięczyła co mu prawdę mówiąc było bardzo na ręke. Nawet z Malfoyem znalazł wspólny język.
I wszyscy wzięli się za ręce i tańczyli, śpiewając "Och jak przyjemnie, i jak wesoło, w pingwinka bawić się"... A nie, pomyliło mi się z zakończeniem "Insygniów śmierci".

-Sorka na chwilę! Idę rozprostować nogi! - prychnęła Catherine wstając z siedzenia
Kuźwa, ona nie umie mówić normalnie, tylko musi prychać?

-ok!
Wyszła z przedziału i najpierw poszła do łazienki, załatwiła co trzeba
Bohaterka, która wydala. [zapisuje w kalendarzu] To opko ciągle mnie zaskakuje.

i wracała korytarzem gapiąc się za okna. Nie zauważyła Malfoya, który szedł na przeciwko niej. Pociąg z nieznanych przyczyn gwałtownie zahamował, tak że Catherin i Draco na siebie czołowo wpadli.
Wpadli czołowo, czyli stuknęli się głowami? W takim razie współczuję. To bolesne.

-Aaau !! - ryknęła Catherine
Mówiłam, że to naprawdę dziki kot?
łapiąc się ręką za głowę, na której wyrastał guz - no i jak chodzisz ?!?!
-ja ?!
-a kto ?! Św. Teresa z Kalkuty ?!?!
No cóż, na niektórych blogaskach Draco do Matki Teresy niewiele brakuje...

-co ?
-NIC !! Zejdź mi z drogi !
-co taka nieprzyjemna jesteś ? trochę kultury !! - odparł ironicznie Draco
Draco jest oczywiście uosobieniem uprzejmości i kultury osobistej.

-coś ci nie pasi ?!
-jak się nazywasz ? Ja jestem Draco Malfoy ...
Draco nie pasi jego nazwisko? Przecież wcześniej był z niego dumny?...

 - chłopak automatycznie zmienił temat, bo nie chciał się kłócić z dziewczyną, którą właśnie obrał sobie na cel,  "trzeba tylko pozbyć się tego Maxa, ale oni po tej kłótni raczej już nie są parą ..." myślał, nie wiedząc o tym, że Catherine i Max to rodzeństwo
-Catherine Carter ...
-co?!
-o co ci znowu chodzi?!?!
-Carter???????
Pytajniki uprzedziły Malfoya i Catherine i już zaczęły się mnożyć.
Znaki przestankowe hasają tu jak zające po łące.

-ee...? coś ci się nie podoba w moim nazwisku...?!
-Max to twój brat ? - odpowiedział pytaniem na pytanie Draco
-nie przyznaje się do niego, nara !! - prychnęła i poszła do przedziału.

Reszta podróży minęła spokojnie, Catherine trzymała się z czwórką Gryfonów, a Max z piątką Ślizgonów.

Hej;] Tak sobie myślałam
I tak sobie myślałam, i myślałam, i myślałam, a efekty tego myślenia jakie są, każdy widzi. Czasem mi się wydaje, że niektórym powinni tego zabronić.
co jaki czas będą się ukazywały nocie i doszłam do wniosku, że postaram się, aby w każdy weekend była nowa  Dziękuję za komentarze i spróbuję się dostosować do tego co pisaliście, ale nie wiem czy mi się to uda   
Jakby każda autoreczka chociaż próbowała się dostosować do tego, co piszą w podręcznikach do języka polskiego.... [wzdech]

-Wow! Świetnie wygląda ten zamek! - powiedziała Catherine z zachwytem w głosie kiedy szli już w kierunku wejścia do zamku - Szkoły Magii i Czarodziejstwa - Hogwartu, który był oświetlony pochodniami. 
-Nooo... - potwierdził Ron
-Jak zwykle nic się nie zmieniło ! Pięknie jak dawniej... eh... - westchnęła Hermiona
Cała czwrórka weszła do WS,
Wartkiego Sedesu?

gdzie jak co roku miała odbyć się powitalna uczta. Catherine usiadła razem z Gryfonami przy ich stole.
Ej, ej, ej, czy nowa uczennica nie powinna czekać na przydzielenie razem z pierwszorocznymi?

Zajęła miejsce między Hermioną, a Harrym. Rozglądała się po sali, która zrobiła na niej spore wrażenie. Nad stołami unosiły się setki jasno świecących świec, wosk kapał ludziom na głowy*,  sufit wyglądał jak niebo w piękną bezchmurną noc.
* wiem, że to kanoniczne, ale nie mogłam się powstrzymać ^^

-Robi wrażenie, co nie ?? - zagadnął Harry
-Nom - odpowiedziała krótko Catherine
Om, nom, nom. Największe wrażenie na Catherine zrobił poczęstunek.

dalej rozglądając się po sali. Zauważyła swojego brata w towarzystwie uczniów przybranych w szaty z herebem Slytherinu, pozanała że są to Ślizgoni.
Hogwart to magiczne miejsce - nawet samogłoski pojawiają się w dziwnych miejscach...

-Twój brat znalazł sobie nieciekawe towarzystwo ... - bąknęła Hermiona
-Ten blondyn, jak mu tam ? M...m... (?) - zapytała Catherine
M...M...Maniek!

-Malfoy ! Przeklęty dupek. - prychnął Ron, mierząc Ślizgona nienawistnym wzrokiem
-Chyba nie żyjecie ze sobą dobrze...??
-Mało powiedziane ! - prychnęła Hermiona
-Hmm... a tak właściwie... czemu?????????
Raz, dwa, trzy... dziesięć pytajników. Tak właściwie... po co?

-Trudno powiedzieć ... od kiedy go pierwszy raz spotkałem wiedziałem, że to szurnięty typ ...- powiedział bez entuzjazmu Harry i zapadła chwila ciszy, czwórka Gryfonów zastanawiała się nad tym pytaniem, ale jakoś nikt nie umiał sprecyzować odpowiedzi ...
Nie żeby Malfoy wyzywał Hermionę od szlam, wyśmiewał Rona tylko dlatego, że jego rodzina jest biedna i na każdym kroku utrudniał życie Harry'emu. Przecież to jeszcze nie powód, żeby kogoś nie lubić, prawda?

-Mam nadzieję, że przydzielą mnie do Gryffindoru - nagle wypaliła Catherine
-Fajnie, że tak mówisz - powiedziała Hermiona.
-I mam też nadzieje, że Max będzie w innym domu ... niech zostanie w tym wężowatym Slytherinie !! - syknęła mierząc brata, siedzącego ze Ślizgonami wzrokiem, czwórka Gryfonów parsknęła śmiechem
Prychanie już im się znudziło.

-CISZA !! - nagle pojawił Dumbledor
Kto i co zrobił?

- Witam was w nowym roku szkolnym w Hogwarcie !! - tutaj rozległy się gromkie oklaski - Najpierw jak co roku odbędzie się przydział pierwszoroczniaków ! - krzyknął i wskazał najpierw na przygotowany stołeczek i tiarę przydziału, a potem na baaardzo zestresowanych pierwszorocznych.
Nie dość, że zaraz czeka ich jakiś Bardzo Straszny Test, to jeszcze dyrektor pokazuje na nich palcem :/

Następnie każdy pokolei podchodził i nakładał tiarę na głowę, co chwila któryś ze stołów (czyt. uczniowie siedzący przy stole) wiwatował na cześć nowego członka w domu. 
Żeby nikomu nie przyszło do głowy, że to stół podskakiwał i machał nogami.

Po ceremonii przydziału pierwszorocznych Dumbledor mówił dalej - w tym roku doszli do nas dwaj nowi uczniowie, zaraz zostaną przydzieleni do któregoś z domów, proszę o podejście do tiary: Catherine Carter !! - dziewczyna wstała od stołu rzuciła jeszcze spojrzenie Gryfonom mówiące "trzymajcie kciuki, chcem do was wrócić !!"
Chcem i to zrobiem!!!

 i ruszyła przez salę, przyciągając spojrzenia męskiej części uczniów,
No jakżeby inaczej. Mary Sue nie może być normalna, ona musi swym magnetyzmem przyciągać wszystkich samców z Irytkiem włącznie!

usiadła na stołeczku i nałożyła tiarę na głowę ... Tiara głośno odchrząknęła i zaczęła mówić ...
-Co my tu mamy ?? Tak ... pasowałabyć do Gryffindoru ... - Catherine uśmiechnęła się do Gryffonów biorąc głęboki oddech - ale, powinnaś być w Slytherinie ... tak ...
-Nie chcę !! - syknęła Catherine mierząc Ślizgonów surowym wzrokiem
-Tak ci się tylko wydaje ...-  zaskrzeczała jej do ucha tiara - A więc to będzie SLYTHERIN !!
Tiara jest zazdrosna, czy co? Jakoś Harry'emu nie robiła na złość...

- ryknęła na całą salę tiara, dziewczyna powolnym krokiem udała się do stołu Ślizgonów i usiadła na pierwszym, lepszym wolnym miejscu, akurat obok Dracona Malfoya
Zupełnym przypadeczkiem. No bo przecież Malfoy nie był jakiś popularny, nie miał masy wielbicielek ani żadnych kumpli... Ta...

-To widzimy się po raz drugi - zagadnął Draco z tym swoim uśmiezkiem na twarzy
Fajne słowo, uśmiezek...
-trzeci ... - poprawiła go Catherine
-Proszę Max Carter !! - Dumbledor wywołał jej brata, on podszedł tak jak ona przed chwilą do stołeczka, usiadł i założył tiarę na głowę ...
-Ekhm !! - tiara ponownie odchrząknęła - Nie ma się nad czym zastanawiać, to także będzie SLYTHERIN !! - Ślizgoni byli w euforii, wiwatowali i witali rodzeńswto gromkin oklaskami i gwizdami.
-o nie ...- syknęła do siebie Catherine - tylko mi jego brakowało
Albowiem nie zna świat gorszej zarazy niźli rodzony brat.

Na tym kończymy pierwszą część przekopów z prychającą Catherine. Jeśli ktoś znalazłby opko godne analizy, nie gryzę - będę wdzięczna za maila z adresem.

Pozdrawia bojkotująca prychanie Hattress.


sobota, 25 lutego 2012

Człowiek-Tampon, czyli najpiękniejsze miejsce na świecie

Analiza pojawia się punktualnie.
Tym razem na warsztat wzięłam opko, które przyciągnęło moją uwagę tytułem - uwielbiam popkulturę japońską i bardzo byłam ciekawa, co autorka ma do powiedzenia na ten temat. Okazało się, że nic.
"Miłej" lektury.

Może najpierw o czym to jest ok??
Ok!! 
Uwielbiam autoreczkową manię podwójnych znaków przestankowych. Jakby podświadomie liczyły, że w tytule bloga pojawi im się bałnsujący pytajnik z gadu-gadu.

Witam.
Stworzyłam ten blog by opowiadać o Japońskiej Emo Girl.
Przymiotniki piszemy małą literą. 
Tej autoreczkowej manii natomiast ani trochę nie rozumiem. Emo girl, emo boy, jakby słowo "dziewczyna" było jakieś plebejskie.

Bohaterka o imieniu Kativa
Typowe, tradycyjne japońskie imię.
jet emo
Jet emo?! Widziałam emo baletnice, emo księżniczki, nawet emo koty, ale żeby samoloty?!

ma 14 lat i jeszcze nie wiem ale coś wymyślę.
Kwik! To takie... blogaskowe! Wprost rozczulające. Założę bloga, żeby mi nikt nie zajął mojego super wypaśnego adresu, a potem pomyślę, co w ogóle mam tam pisać.

Dziś będzie pierwszy rozdział za jakies 30 min.
Czekamy w napięciu i odliczamy każdą sekundę do rozpoczęcia tego wiekopomnego dzieła.

W tej chwili zapraszam na strone
natulaxd.blog.onet.pl
Szanowny czytelniku, dla twojego dobra ostrzegam: lepiej nie. 

Zapraszam wszystkich zaciekawionych za 30 minut do czytania 1 rozdziału o Kativie.

Info:
Kativa Kierqure  czt. Kierkure
Ładne nazwisko. Bardzo NIE japońskie.
Jeżu malusieńki. Liczyłam, że może autorka należy do tych, co to obejrzały dwa odcinki anime i myślą, że wiedzą wszystko o Japonii. Otóż nie. To jest... Ja sama nie wiem, co to jest. Czy autorka ani razu w swoim trzynastoletnim życiu nie spotkała się z ani jedną japońską nazwą własną?! No błagam! 

lat:14
miejscowość: ul. Smalec rządzi przez rz 12
Próbuję coś z siebie wykrzesać, ale mózg mi stanął. Bardzo przepraszam... ŻE CO?

Fajna, śmiała itd.
Fajna. Tak, to wiele mówi o bohaterce. Podobnie jak "i tak dalej", które może oznaczać wszystko od "jest optymistką" do "lubi makrelę w sosie pomidorowym".

Rozdział 1
Wstałam rano i poszłam do szkoły. Było ciemno i tak myślałam co się dzieje tak jakoś dziwnie było.
Nadciągają ciemne chmury znad Mordoru. 

Poszłam po Tinke
I bądź tu człowieku mądry, czy tam miał być ogonek, czy nie, i czy to jest Tinka, która kojarzy mi się li i tylko z imieniem dla psa, czy Tinke i jest to kolejna próba stworzenia japońskiego imienia. Ciężki jest los analizatora. 

żeby było mi raźniej zresztą jak zawsze po nią chodze. Ona sama się dziwiła pogodą poinieważ miało być dziś słonecznie a tu pyk chmurki same i ciemno całkiem jest.
Mówiłam, chmury znad Mordoru. Ale nie martw się, niedługo Frodo wrzuci Pierścień do Góry Przeznaczenia i prognozy zaczną znowu się sprawdzać! :)
Pewnie z tego przestrachu pouciekały wszystkie przecinki.

Weszliśmy do szkoły dziwiłyśmy się ostro bo żadnego nauczyciela nie było
No to powinnyście się cieszyć! Ja bym się cieszyła.

oprócz pani Brown
Akcja tego opowiadania rozgrywa się... gdzieś. Z jednej strony Japońska Z Wielkiej Litery emo niewiasta, z drugiej jakieś Kativy i Tinki, co pobrzmiewa jakby z fińska, z trzeciej pani Brown. Niestety nie mam pojęcia, gdzie też może znajdować się enigmatyczna miejscowość  o nazwie "Ul Smalec Rządzi Przez Rz". 

Najgorsza pani na świecie.
Taka anty-Miss World?

Miałyśmy z nia pierwszą lekcje. Okazało sie że bez powodu nie było nauczycieli a pani Brown przyszła tylko zawiadomić że nie ma lekci.
Nie mam pojęcia, gdzie też nauczyciele bez powodu rzucają pracę. Pewnie poszli tam, gdzie wszystkie przecinki.

Bardzo się cieszyłam. Wróciłam do domu i znalazłam tylko karteczkę z napisem PAKUJ SIĘ WYJEŻDŻAMY.
Bo przecież Mary Sue nie może znaleźć karteczki z napisem "powieś pranie" lub "obiad na kuchence, podgrzej sobie". Nie. Na tej karteczce MUSI być rewelacja, która odmieni całe jej życie.
Poza tym loFFciam imperatyw opkowy. Ilu z was, drodzy czytelnicy, dowiedziało się o wyjeździe z rodzicami godzinę przez takowym?

 Byłam ciekawa gdzie skoro moi rodzice są biedni a więc spakowałam się.
Jeżeli są naprawdę biedni, to jedyne co mi przychodzi do głowy to nakaz eksmisji.

 I czekałam na rodziców. Gdzy wrócili wzieliśmy szybko walizki i jechaliśmy bardzo szybko.
Ok, może nie nakaz eksmisji. Komornik zaczynał się niecierpliwić?

Zatrzymała nas policja tata dostał na nasz fart tylko kilka punktów karnych i mandat 100 zł.
Co tam głupie sto złotych! Co z tego, że jesteśmy biedni, a właśnie wyjeżdżamy i gotówka raczej się przyda?!

Wysiadliśmy na lotnisku.
Wysiedliśmy.
Tata dał mi bilet lotniczy i wszyscy pokazaliśmy bilet
Wszyscy ten sam? Cóż, jest to jakaś taktyka, aczkolwiek wątpię, żeby zadziałała...

Weszliśmy do luksusowego samolotu tak se myślałam WTF przecież my kasy na chleb nie mieliśmy.
Jo tyz takzem se pomyślała, kumo.

Rodzice nie zdążyli mi nic powiedzieć oprócz.
Nie zdążyli, bo urwało im koniec zdania.

-Potem ci wszystko wyjaśnimy.
Jak już będziemy daleko od organów ścigania.

Usiadłam koło super sweet kolesia.
[wzdycha znacząco] Rozumiem, że słowa "słodki" czy "uroczy" też są plebejskie?

Był on skate'm.
No i gdzie mi z tym apostrofem?!
Gwoli wyjaśnienia, słowo, które zapisała autorka wymawiałoby by się "skejtm".

Miał super czekoladowe oczy
No to rzeczywiście sweet. Pewnie jeszcze uśmiech z lukru i włosy z bitej śmietany.

i czarne włoski.
ZDROBNIENIA ARGH ARGH
Włoski mają niemowlęta, na miłość Boru!

Gadaliśmy przez chwile gdy lecieliśmy samolotem
Przed chwilą było wyraźnie napisane, że siedzieli obok siebie w samolocie. Czy autorka sądzi, że gdyby nie zaznaczyła tego ponownie to czytelnik by pomyślał, że poszli sobie na spacer?!

ale on zaczą słuchać muzyki. Ja też zaczełam przegryzając smacznie orzeszki
Bardzo smakowicie je przegryzała, a potem apetycznie trawiła.

Jak wam się podobał 1 rozdział?
Obiecuje że w 2 będzie o wiele więcej nie dość że do czytania to nie będziecie chcieli się oderwać od ekranu.
Chciałabym w to wierzyć, gdyż na razie oderwanie się od ekranu jest wszystkim, o czym marzę.
W oryginale przytłaczający rozmiar czcionki wzbudził we mnie niepokój i poczucie zagubienia.

Rozdział 2
Gdy dojechaliśmy samolotem
Oni tym samolotem JECHALI? Chyba dookoła lotniska.

 na miejsce, to było najpiękiniejsze i najfajniejsze miejsce na świecie.
Dziewicze puszcze Amazonii? Wielki Kanion Kolorado? Machu Picchu? Nie, to...

To było LAS VEGAS.
Najpiękniejsze miejsce na świecie wg. TFFurczyni. [idzie do emo kąta i szlocha nad stosem przewodników turystycznych]

Zawsze chciałam tam pojechać. Przez pół drogi pytałam się rodziców z kad mają na to wszytko pieniądze. Ja się ich pytałam, pytałam i pytałam, a odpowiedzi zero.
Dowie się dopiero jak ich zamkną...

Gdzy zaparkowaliśmy samochodem przed wielkim i pięknym domem byłam ciekawa kogo on jest. Rodzice tylko powiedzieli.
Co powiedzieli, tego się nie dowiemy, bo zła Kropka obaliła Dwukropek i wprowadziła swój krwawy reżim.

-Witaj w nowym domu Kativa. Nie wiedziałam o co chodzi. Z kąd mieli na ten dom pieniądze.
Z kąta.

Weszłam do domu przez duże drzwi. W środku domu było pięknie tak luksusowo. Weszłam na góre i były drzwi z napisem KATIVA. Weszłam do niego było tam tak cudownie i tak EMO'sko.
Słowotwórstwo autorki wprawiło mnie w stupor i pozbawiło możliwości logicznego myślenia. Że niby bosko, ale w stylu emo, więc EMOSKO?
Przecinków jak nie było, tak nie ma.

Ściany były z hello kitty 
Tró emo.

i z takimi diamęcikami. Gdy zapaliłam światło to ściana zeczeła świecieć na kolorowo.
Czy istnieją jakieś granice kiczu?!

Diamęciki nie świeciły ale fjnie wyglądały. Łużko było wodne niebieskie.
Nie istnieją. Przynajmniej nie dla autorki.
Nie wierzę, że w słowniku edytora tekstu nie ma słowa "łóżko".

Gdy otworzyłam szafe było tyle fajnych ciuchów które zawsze chciałam mieć. Myślałam że to sen ale myliłam się. Gdy wyszłam z pokoju rodziców nie było. Napisali karteczkę z napisem ,Wrócimy późno. Idź poznać okolice.'
Dużo fajnych ciuchów, kiczowaty pokój, rodzice wybywają. Żyć, nie umierać.

Zjadłam kanepkę
Co zjadłaś?!

 z serem i wyszłam. Dwór jak dwór było słonecznie lecz sama pustka.
Przed chwilą był dom, teraz okazuje się, że bohaterka mieszka w dworze. Następny będzie pałac.

 Nie było ludzi ani innych stworzeń typu.
Ludzi ani innych stworzeń tego typu? Akcja rozgrywa się na Marsie?!

Pies itp.
Pies i temu podobne. Po raz kolejny zastanawiamy się, co autor miał na myśli. Może to oznaczać wszystko od "wilk" do "kot szkocki zwisłouchy". 

Zobaczyłam dziewczyne. Była ubrana na czarno umalowana na czarno i wszystko miała czarne oprócz skóry.
Język? Gałki oczne?!

Skóra była bardzo blada. Zaczełam za nią iść. Doszłyśmy do szkoły. Była bardzo dziwna bo była cała żółta. Boisko było też żółte.
Uczniowie też? 

Ciekawiłam się czy dyrektor jest pełnosprawny. Wejście do szkoły było bez klamki.
"Dlaczego tu nie ma klamek?!"

 Dziewczyna otworzyła drzwi jakimś naszyjnikem.
Modlę się gorąco do bora, żeby to był identyfikator, a szkoła nie była magiczną placówką dla wampirów i innych dziwadełek.
Kogo ja oszukuję?

Akurat w ostatniej chwili zdążyłam wejść do środka.
Gotka jakoś szybko znikła mi z oczu. Gdy weszłam do szkoły było strasznie czarno. Ściany czarne, podłoga czarna itp. 
Okna czarne, kible czarne, nawet jedzenie w stołówce.

Czułam się dziwnie. Zachciało mi się siusiu ze strachu więc pełznełam do łazienki.
CO zrobiłaś?!
Pochwalam za pierwszą w dziejach Mary Sue z potrzebami fizjonomicznymi.

Łazienka była cała w różu.
Nawet z kranów leciał różowy lukier.
To obala moją teorię o czarnych kiblach, a szkoda :(

Zauważyłam coś białego z czerwoną plamką. Była to jakaś kulka zakrwawona.
Może to nie była kulka, tylko zużyty tampon? 

Weszłam do kabiny. Nie mogłam uwieżyć własnym oczom to był jakiś człowiek
Człowiek-tampon! :D
Skoro Iron-Man przeszedł, to dlaczego nie Tampon-Man?

To było straszne człowiek był cały krwi i miał wyjęte wnętrzności. Była taka wielka dziura bez serca. Ta kulka to było oko.
Uważaj, żeby nie poślizgnąć się na jelitach!

Chciało mi się krzyczeć lecz nie mogłam z powodu że bym została ukarana za włamanie się do szkoły. Uciekłam z budynku a tego trupa będe pamiętać do końca życia.
Tak samo jak ja to opko. [chowa się pod łóżko]

Niestety, nie dowiedzieliśmy się, co Japońska Emo Girl ma wspólnego z Japonią, i raczej się nie dowiemy, gdyż opko zdechło.

Pozdrawia jeżdżąca samolotem Hattress.